Jadwigą miotały sprzeczne uczucia. Wciąż ćwiczyła pewność siebie, to może była jej cecha wrodzona, ale jej matka skutecznie cechę to unicestwiła. W zamian za to, dzięki matce właśnie, miała głębokie poczucie winy? własnej winy, że winna jest każdemu nieszczęściu, niezależnie komu i co by się przytrafiło. Stawiała siebie zawsze na końcu szeregu, przyzwyczajając do tego innych, którzy to często wykorzystywali. I teraz znowu poczuła się nieco dyskomfortowo, ponieważ zdawała sobie sprawę, iż powiedziała parę rzeczy, które faktycznie mogły Alberta urazić. Czegokolwiek od niego nie usłyszała o nim samym, to nie powinna zamykać go w konkretnej szufladce. Sama przecież nie chciała, by ktoś zaszufladkował ją.
Tak naprawdę szanowała Alberta i może bezsensownie oznajmiała mu coś zupełnie przeciwnego. Tylko co ma teraz zrobić? Na pewno panować nad niektórymi tekstami, ale to mało. Mogła sprawić mu przykrość, ale nie wiedziała, jak go przeprosić. Dowody swojej sympatii dawała mu nie raz, ale na pewno też chciałby wiedzieć, że jest szanowany. A przecież był.
14
cze