Stanisław zawsze miał przy sobie teczkę. Gdziekolwiek się nie ruszył, zawsze brał ją ze sobą. Nawet, gdy szedł do toalety, zabierał ją ze swojego pokoju pomimo tego, że pracował sam i zamykał ten pokój na klucz. Początkowo wszyscy z tego żartowali, ale później powoli przeradzało się to z ciekawości w obsesję. Stało się to ambicją każdej osoby, by dowiedzieć się, co Stanisław w teczce swej nosi. Postanowiono, że na najbliższej pracowniczej imprezie integracyjnej upoją alkoholem kolegę i korzystając z jego niedyspozycji zajrzą do owej teczki. Wieczorem zebrali się w pubie, zajęli zarezerwowane wcześniej stoliki, pozostawili dla Stanisława miejsce i czekali.
To wydarzyło się podczas wizyty u siostry mojej matki na wsi. Miałam wtedy może pięć lat. Biegając , jak to dziecko, przewróciłam się na schodach do domu, uderzyłam się głową o jeden ze stopni i nabiłam sobie guza. W takiej sytuacji, jak powszechnie wiadomo, najlepiej przyłożyć do guza coś zimnego. Matka z ciotką pobiegły do kuchni i jedyne, co się w tamtej chwili nadawało do szybkiej pomocy, to był tłuczek do mięsa z siekierką (takie dwa w jednym). Matka wyszła przed dom z tym narzędziem, ja na ten widok uklękłam i zawołałam: ?Mamusiu, błagam, nie zabijaj mnie!?. W sumie to zdarzenie wydawało mi się dość śmieszne, dopóki ktoś nie zwrócił mojej uwagi na to, że to chyba nienormalne, by małe dziecko podejrzewało własną matkę o to, że ta chce je pozbawić życia. I w sumie racja.
Mój bezpośredni przełożony to człowiek wielkiego serca, który, gdyby mógł, pomógłby chyba całemu światu. Jedną z takich form pomocy jest to, że mając do dyspozycji pięcioosobowy samochód służbowy, wozi ze sobą w drodze do i z pracy komplet pasażerów. Pewnego dnia wracaliśmy z zakładu naszym wesołym autkiem, czterech mężczyzn i ja. Na środku drogi, przed przejazdem kolejowym, stanął jakiś samochód osobowy i trzeba go było wyminąć. Okazało się, że kierowcą była kobieta. Jeden z panów oburzony powiedział: ?Nie dość, że stanęła na środku drogi, to jeszcze teraz ręce rozkłada!?. Ja od razu zareagowałam pytaniem ?A co, nogi ma rozłożyć??. Wesoło bywa w tym naszym samochodzie.